Mec. Agata Dmoch, British Polish Law Association, United Poles

Jestem zmartwiona wynikiem referendum, ponieważ wygląda na to, iż rząd brytyjski nie przygotował żadnego „planu B”. Od strony prawnej obecnie jesteśmy pewni tylko tego, że… niczego nie jesteśmy pewni. Obecnie Wielka Brytania nie tworzy prawa, lecz implementuje prawo europejskie. Po wyjściu z Unii, będzie musiała stworzyć i wprowadzić w życie własne przepisy. To będzie ogromne przedsięwzięcie i wydłuży okres niepewności na następnych kilka lat.

Agata Dmoch

Agata Dmoch

Nie wiemy, jaki będzie finał negocjacji między Zjednoczonym Królestwem a Unią Europejską. Jednakże, moim zdaniem, przeprowadzenie drugiego referendum byłoby wyśmiewaniem się z demokracji. Wielka Brytania podjęła decyzję i musi ponieść jej konsekwencje – te dobre i te złe. Głównym powodem wyniku referendum była imigracja. Jeżeli jednak Brytyjczycy będą chcieli zachować dostęp do ujednoliconego rynku, to wydaje się bardzo mało prawdopodobne, że unikną swobodnego przepływu ludzi. A jeżeli tak się stanie, to znajdą się w gorszej sytuacji niż byli do tej pory. Nadal będą musieli wpłacać swoją część do budżetu Unii, tak jak np. Norwegia, ale nie będą mieli wpływu na podejmowane decyzje.  Z drugiej strony taka sytuacja byłaby najbardziej optymistyczna dla Europejczyków mieszkających na Wyspach, w tym Polaków, którzy dalej mieliby dostęp do rynku pracy, służby zdrowia i systemu emerytalnego.

Najgorszy scenariusz dla Polaków byłby wtedy, kiedy  Wielka Brytania nie zaakceptowałaby swobodnego przepływu ludzi i zobowiązań z tym związanych. To mogłoby oznaczać , że Europejczycy, podlegaliby tym samym przepisom, którym obecnie podlegają obywatele państw Wspólnoty Brytyjskiej. Oznaczałoby to, iż musielibyśmy zarabiać przynajmniej 35 tysięcy funtów, aby mieć prawo przebywania na terenie Wielkiej Brytanii.  Zarobki tej wysokości są poza zasięgiem wielu ciężko pracujących polskich rodzin.

Karta stałego rezydenta chroni przed takim niebezpieczeństwem i zachęcałabym wszystkich do występowania o ten dokument możliwie jak najszybciej. Należy jednak pamiętać, iż rezydentura może być odebrana, w przypadku np. konfliktu z prawem. Zdarzają się przypadki, że Home Office wykorzystuje ten fakt, aby deportować osoby, które weszły w konflikt z prawem. Dlatego najpewniejszym zabezpieczeniem naszego życia na Wyspach jest posiadanie brytyjskiego paszportu. Aczkolwiek dla tych, którzy są tu z rodzinami, wystąpienie o naturalizację dla wszystkich członków gospodarstwa domowego może stanowić zbyt duże obciążenie finansowe. Do obywatelstwa potrzebna jest też dobra znajomość języka angielskiego oraz zdanie testu obywatelskiego.

Z zaniepokojeniem czytam też komentarze powołujące się na zasadę: „prawo nie działa wstecz”. Ta zasada jest zasadą prawa rzymskiego i jest stosowana w Europie kontynentalnej. W prawie anglosaskim ta zasada jednak nie obowiązuje i każde prawo, które obowiązywało do tej pory może być anulowane i zastąpione nowym w momencie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Mówi również o tym Theresa May, potencjalna kandydatka na premiera, która nie wyklucza deportacji części obywateli Unii Europejskiej.

Trzeba także zwrócić uwagę, że niepewna jest sytuacja nie tylko osób przebywających w Wielkiej Brytanii, ale także ich rodzin mieszkających w Polsce, czyli naszych rodziców, naszych małżonków i naszych dzieci. Co będzie z nimi? Czy będziemy mogli np. sprowadzić i zaopiekować się naszymi rodzicami w Wielkiej Brytanii, gdy przyjdzie na to czas? W tym względzie nie mamy żadnych wskazówek.